krótka historia!

Pomysł zrodził się w sierpniu 2010 roku. Z różnych przyczyn Mario wyszedł z propozycja niesprecyzowanego wyjazdu. Ja z również różnych  przyczyn odmówiłem, jednak wystarczyły 2 tygodnie i decyzja sama się podjęła. Szybka decyzja:
-Jedziemy?
-Jedziemy. Dookoła świata?
- Dookoła świata.
Miało być jak w amerykańskim śnie. Sponsorzy, kupa kasy, pierw do USA. Obkupieni w mega sprzęt (przecież na coś tą kupę kasy trzeba będzie wydać!) i w ogóle wszystkiego masa i mega. Zrezygnowałem ze studiów, praca nam się akurat "skończyła" więc pakowanko i szukanie sponsora. Piła, Dębica, Rzeszów, Poznań, masa firm, firemek, i malutkich firmusiek. Mnóstwo wysyłanych maili, rozmów, kilometrów. I zebrana suma około 500 zł. Nie był to szczyt naszych marzeń. Nie poddając się stwierdziliśmy że sami zarobimy potrzebne nam fundusze - początkowo 10 tys (suma to powoli malała aż do końcowego limitu 3,5 tys który i tak chyba nie został osiągnięty). Wiele prezentów (namiot, śpiwór, różne różne rzeczy- za które dziękujemy:) Po wielu perypetiach, zwątpieniach, kryzysach w końcu się udało. Szczepionki, ostatnie zakupy, zabiegi (głównie dentystyczne :/ ) dwa głębokie wdechy i...
czas rozpocząć podróż w jedną stronę...