poniedziałek, 18 kwietnia 2011

z duzej chmury maly deszcz

Wyszło tak że jesteśmy w Polsce. Powody oraz wieksze wyjasnienia beda podane w dniach najblizszych

sobota, 19 marca 2011

znak ze zyjemy :)



juz pod granica hiszpanska

dojechalismy dosc szybko.
od wczoraj jestesmy w bidarcie! jesto to piekna, mqlownicza i jak sie okazalo w nocy nie taka mala wioska nad Atlantykiem przy granicy z Hiszpania.
Juz pierwszego dnia trafil nam sie samochod jadacy az za Frankfurt. Co prawda dojechalismy tam kolo 3 w nocy, wypilismy z Radkiem( bo tak nasz pan kierowca mial na imie) dobra kawke, zjedlismy przepyszna jajecznice i o 5 rano ruszylismy na lotnisko w celu przespania sie 2-3 godzin w terminalu. Wyjechanie z tamtad graniczylo z cudem, ale tej granicy doswiadczylismy i malowniczymi Niemcami (tak tak, sa piekne miejsca w Niemczech) dotarlismy do parkingu na autostradzie ktory stal sie naszym noclegiem. Trzeba przyznac ze noce nie sa jeszcze za cieple, aczkolwiek jak widac da sie przezyc i to nawet nie chorujac ;)
Nastepnego dnia spotkalismy Pana Janosika ktory swoja ciezarowka wiozl nas az do wieczora. Oprocz samej podrozy uraczyl nas niesamowitym obiadem, a nastepnie wieczorem podarowal nam kolacje oraz przepyszne polskie piwo Zubr! (Wielkie dzieki Janosiku i tak jak obiecalismy bedziesz slawny!:) Nastepny dzien rowniez byl niespodzianka bo z panem dyrektorem pojechalismy kolejne 900 km., caly dzien rozmawiajac pol francuskim pol angielskim jezykiem. Wazne to chciec sie dogadac ;)
Wczorajszy dzien zapowiadal sie fantastycznie!Bylismy 300 km od Bidartu i mielismy nadzieje byc tutaj w poludnie. Wstalismy rano, na autostradzie, dobra lokalizacja. Cud, miod, malinka. Co sie jednak okazalo, dzien nie byl tak laskawy. Po 3 godzinach, pewien pan podwiozl nas do miasta, w ktorym utknelismy na kolejne 4 godziny. Bez nadzieji i szans na dotarcie do celu, wydostalismy sie spacerkiem z miasta (dosc dlugim:) aby kontynuowac nasza podroz. Stojac w beznadziejnym miejscu na autostradzie, czekajac na wariata ktory sie zatrzyma spedzilismy 10 min. Po przejechaniu 200 km i dystkusjach o istocie polityki europejskiej bylismy w Pau. Bylo dosc pozno, ale z odnowionymi silami i ciastkami w reku nie poddawalismy sie. Jak sie okazalo, poznym wieczorem (kolo 21) ladna dziewczyna, sama, moze sie zatrzymac i zabrac 2 obcych facetow aby ich dowiesc do celu, a nawet pomoc im znalezc ulice. Podroz byla szalona jak i kierowczyni- Frederica. Po wymianie polskich i francuskich piesni do picia wodki i rozmow o stworzeniu firmy bylismy juz w Bidarcie. Jak juz wspominalismy okazalo sie ze ta wioseczka nie jest wcale wioseczka lecz dosc pokaznym miastem. Rozpoczelismy szukanie ulicy na "wlasna reke" co nie okazalo sie najlepszym wyjsciem i skusilo nas do zapukania do pobliskiego domu. Tam dziwili sie ze pukamy zamiast wchodzic. Cos nieprawdopodobnego. Ci ludzie przyjeli nas jak swoich przyjaciol i dopiero gdy saczylismy z nimi piwo, pani domu spytala sie meza czy jestesmy jego przyjaciolmi. Opowiedzielismy im o naszym celu tej podrozy, wiec spakowali nas na pake swego samochodu i zawiezli do domu Pilou. I o to jestesmy :)
Jutro przyjdzie nam znowu ruszyc w droge. A teraz musimy juz konczuc gdyz sasiad Pilou- Bob zaprasza nas na piwo ;)
z pozdrowieniami dla wszystkich
Tom&Mario ;)

poniedziałek, 14 marca 2011

kilka minut..

ostatnie pakowanie, zakupy.. już za kilka minut staniemy na drodze aby zacząć podróż. w głowie kłębi się pełno pomysłów, myśli a zarazem pustka. uczucie bólu rozstania miesza się z ekscytacją drogi. zaczyna się.
nie ma co się rozczulać. Żyj se prosto (jak podpowiada mi Marta). To tyle.
Niech Bóg nas prowadzi i ma nas w opiece :)
do zobaczenia (oby nie za szybko)
T&M

czwartek, 3 marca 2011

Wielkie małe przygotowania

Tak sobie myślę, kiedy tak naprawdę zaczęła się ta podróż. W momencie poznania Maria? W sierpniu, kiedy zdecydowaliśmy się na ten wyjazd? A może dopiero rozpocznie się ona 14 marca? Przecież każdego dnia, od podjęcia decyzji, tak naprawdę podejmujemy ją na nowo. Na nowo trzeba zmierzyć się z wątpliwościami, na nowo się tą decyzję rozeznaje. Jest to najcięższa decyzja w moim życiu, jak i pewnie największa przygoda.
Zostało kilka dni. Kilka dni na spakowanie, porządki w szafach, pożegnanie się z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi. Na pożegnanie się z dotychczasowym życiem.
Czuje się jak przed Bożym Narodzeniem. Chcesz aby przygotowania jak najszybciej minęły i zaświeciła pierwsza gwiazda, tak na pierwszy samochód zatrzymany czekam.  Aby rozpocząć podróż w jedna stronę. No może nie do końca w jedną, ale przyjdzie czas, będzie rada!
Jest to chyba  najlepsze miejsce aby podziękować przede wszystkim naszym rodzinom, za cierpliwość w wychowaniu i miłość, naszym przyjaciołom i bliskim za ogromne wsparcie oraz każdemu kto nas wspomógł, dobrym słowem, gestem, czy namiotem śpiworem i wieloma innymi rzeczami (dzięki Wesoły).
\